piątek, 23 stycznia 2015

I znowu zaczęło się od fakapiku.
Kupując bilety cieszyłem się, że przesiadka będzie trwała tylko godzinę, ale dopiero potem doszło do mnie,  że w razie jakiegoś opóźnienia będziemy w ... czarnym ślepym zaułku.
 Żeby uspokoić sumienie i żeby przypadkiem nasze torby nie trafiły do luków (Ryanair podaje że tylko pierwszych  90 pasażerom  gwarantuje zabranie bagażu podręcznego na pokład) wykupiłem więc priorytetowe wejścia do samolotu.
 I wszystko było spokojnie do chwili kiedy stojąc (jako jedyni) w kolejce Priority usłyszeliśmy komunikat, że lot do Sztokholmu będzie opóźniony o 30 minut , bo wystartował z 40 minutowym opóźnieniem. No i zaczęła się nerwówka...
Teoretycznie odlot miał być o 13:55 a stojąc w kolejce o godzinie 14:00 widzieliśmy jak nasz samolot dopiero dotyka płyty lotniska . A gdzie wyjście pasażerów ? Gdzie tankowanie ? I gdzie jeszcze zapakowanie 140 pasażerów ??                  
Koniec końców zamiast planowo wylecieć  o 13:55 wystartowaliśmy o 14:35 i mogło się okazać, że jakże "ekskluzywne" miejsca przy drzwiach wejściowych (żeby oczywiście wyskoczyć jako pierwsi ) nie na wiele się zdadzą.



Z tymi miejscami to też śmieszna sprawa bo wchodzisz jako pierwszy , siadasz tuż przy wejściu tak , że nogi można wystawić poza samolot a wszyscy którzy wchodzą prawie przechodzą ci po stopach. Zaleta jest jednak taka, że o ile stewardesa nie jest jakimś wielkoludem , bo siada ona naprzeciw ciebie to mozesz  je sobie wyciągnąć na całą długość a nie kurczyć pod fotelem.
No ale wracając do opóźnienia : wyczaiłem moment jak już obsługa obskoczyła wszystkich chętnych na psa zmielonego z budą ewentualnie na "your very own Boeing 737 aircraft" plastikowy modelik za jedyne 10€ i zapytałem swoją płynną i zabarwioną najczystszym oxfordzkim akcentem angielszczyzną najważniejszego kelnera czy mamy szansę nadrobić opóźnienie. Nastąpiły wewnątrzkelnerskie konsultacje i spytano o której mamy wylot ze Sztokholmu. Potem pan zaczął dzwonić do pilotów i "uspokoił" mnie że powinniśmy mieć tylko 20 minut opóźnienia. Chyba nie wyglądałem na uspokojonego, bo dopytywał czy mamy ze sobą jakieś rejestrowane bagaże i dokąd lecimy. Trochę się ucieszył, że też Ryanairem , znowu pogadał z pilotami , wyjął kartkę i powiedział, żeby mu zapisać nasze nazwiska a potem ją złożył i... wsunął przez szparę pod drzwiami do kabiny pilotów.
Powiedział, że powiadomią obsługę na lotnisku, że generalnie jesteśmy desperatami i bardzo ale to bardzo chcemy jednak nie spędzać nocy na obcej skandynawskiej ziemi. No, prawie tak powiedział.
Tym razem uspokoił mnie bardziej więc jak już wylądowaliśmy w kurzawie śniegu to tylko z połową  mocy napierałem mu na grzbiet żeby szybciej otwierał drzwi i wysuwał schodki.  A jak już przebiliśmy się przez zaspy do terminala (btw. czy gdziekolwiek na jakimkolwiek lotnisku Ryanairowi podstawiają rękaw , czy wszędzie jest wersja econo ? ) to okazało się, że nasz samolot już na przylocie miał opóźnienie więc pomimo, że znowu trzeba było przejść kontrolę bezpieczeństwa, zdjąć pasek od spodni, zzuć obuwie, dać się obmacać brzydkiej Szwedce  i pomimo, że do gate'u staliśmy na szarym smętnym końcu to wiedziałem już, że żadna siła mnie już z tej kolejki nie wyrwie i lot nr FR1016 należy DO NAS !



"Praktykalia" :
  • bilet Modlin-Sztokholm-Teneryfa-Londyn-Modlin  = 366 zł
  • wynajęcie mieszkania na tydzień dla 4 osób = 1419 zł